La Zone Xtreme (Strefa ekstremum) był kręcony w studio, jak każdy inny teleturniej. Wcześniej wybrano uczestników, ładną prowadzącą i publiczność, która z uśmiechem na ustach oklaskiwała wydarzenia. Teleturniej nie zaskakuje scenariuszem, poza jednym wyjątkiem. W klatce, na podłączonym do prądu krześle, siedzi aktor udający uczestnika gry. Ci, którzy się zgłosili do wzięcia w niej udziału, nie wiedzieli o fikcji - byli przekonani, że ich zadaniem będzie karanie uczestnika za błędne odpowiedzi lub udzielenie ich za późno.
Mieli do wyboru porażenie prądem o różnej mocy, za każdym razem słyszeli reakcję rażonego.

Producenci, ujawniając przed dzisiejszą emisją całego dokumentu okoliczności nagrania fałszywego teleturnieju, poinformowali: 70 procent uczestników, zachęcanych przez prowadzącą, korzystało ze swoich uprawnień śmiejąc się podczas "rażenia prądem". Jedynie co piąty odmówił wykorzystania maksymalnego napięcia 460 woltów.
- Faktem jest, że w tej grze granice pomiędzy rzeczywistością a fikcją są zamazane. Nawet, jeśli twój partner wrzeszczy z bólu i błaga o przestanie, ty wciąż dobrze się bawisz myśląc, że to tylko teleturniej - mówi Christophe Nick, producent La Zone Xtreme.
www.gazeta.pl